W domu pachnie sernikiem. Na obiad naleśniki z serem, kawa właśnie przegryza się z mlekiem. Za oknem topią się te placki śniegu, które się uskładały z nielicznych płatów spadających z nieba. Dla mnie za mało - uwielbiam śnieżne zadymki, najlepiej o zmierzchu. Ach!!
Stosy książek ułożone... Czekają na czytanie.
Ja jestem zdeterminowana, żeby skończyć artykuł, tylko obiad najpierw, muszę znaleźć książkę, którą do artykułu pożyczałam, oby leżała w plecaku, bo jak nie - będzie armagedon.
W końcu kończy się plaga rozlicznych świąt i życie znowu ruszy z kopyta, naturalnym rytmem.